|  Zaloguj się
Tu jesteś   »   Forum   »   Ogólnopolskie   »   Afery i skandale   »   Uwaga na biuro turystyczne Lutur LUBLIN
Uwaga na biuro turystyczne Lutur LUBLIN
Ostani post 18-07-2017 09:22:46 wychowawca. 0 Odpowiedzi.
Do druku
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Sortuj:

Autor Wiadomości
wychowawca
wychowawca

--
1 18-07-2017 09:22:46
  • Cytuj
  • Odpowiedz
W tym roku podjęłam współpracę na stanowisku wychowawcy kolonijnego z firmą LUTUR, ul. Fabryczna 15 lok. 12, Lublin 20-301. Byłam w dwóch ośrodkach kolonijnych we Władysławowie i w Pucku. 22 lipca 2017 roku miałam jechać do Rzucewa, jednak w wyniku zaistniałej sytuacji zrezygnowałam w trybie natychmiastowym z dalszej współpracy z tą firmą.
Firma „ Lutur „ ogłasza się jako organizator kolonii profilaktycznych i z jej oferty korzystają głównie gminne ośrodki pomocy społecznej w całej Polsce. W ofercie Firma gwarantuje m. in. opiekę wykwalifikowanej kadry pedagogicznej, ratownika, pełną koordynację działań przez pracowników biura, realizację programu profilaktycznego, bogaty program turystyczny, zakwaterowanie i wyżywienie – 4 posiłki dziennie. Z relacji wychowawców i uczestników, oraz na forach internetowych pojawia się wiele nieprzychylnych opinii na temat tej firmy ostrzegających przed współpracą z „ Luturem”. Niestety sama osobiście przekonałam się, że są one zgodne ze stanem faktycznym. Stąd moja interwencja.

24 czerwca do 3 lipca 2017 Władysławowo ( Ośrodek NATALIA, ul Ceynowy 30, 84 – 120 Władysławowo) :
• Na ośrodku brakowało kluczy do pokoi uczestników więc pokoje nie były zamykane. Nie było obowiązku zbierania pieniędzy przez wychowawców, jedynie młodzież mogła wpłacić pieniądze do sejfu kierownika i wypłacać rano przez pół godziny. Po kilku dniach, gdy wszyscy uczestnicy mieli zajęcia na terenie zewnętrznym ośrodka, a pokoje były otwarte, doszło do kradzieży w kilku pokojach na ośrodku. Według przeprowadzonego przeze mnie wywiadu zginęło minimum 400 zł. Kierownik po interwencji wychowawców kazał przekazać grupom, że wiemy, kto zabrał te pieniądze i jeśli się przyzna do dnia następnego sprawa nie zostanie zgłoszona na policję. Przypadkiem jeden z uczestników przejęzyczył się w rozmowie i podał kwotę zbliżoną do tej która zginęła. Tego samego dnia wieczorem ten chłopiec jak kilku uczestników z jego grupy zamówiło kilka pizz do ośrodka. Osoba ta prawdopodobnie znajduje się pod opieka kuratora. Niestety kierownik nie zgłosił tej sprawy na policję i wyciszył ją. Po interwencji wychowawców, żeby rozwiązać ten problem, znalazły się klucze do pokoi i zostały one od tego czasu zamykane. Nie było więcej kradzieży.
• Posiłki monotonne, oszczędne i wyliczane na każdego uczestnika. Porcje obiadowe małe. Zupa - nie spełnia kryteriów zupy ani nie jest gotowana zgodnie z zasadami zdrowego żywienia - woda z Vegetą w której pływa niewielka ilość makaronu lub ziemniaków, zero warzyw, wywaru mięsnego. Pani odpowiedzialna za kuchnię, stwierdza, po interwencji kierownika kolonii, że „ a to zupę się gotuje na mięsie i warzywach a nie na Vegecie?” I na drugi dzień zupa została wzbogacona o natkę pietruszki. Pomidorowa, czy żurek niczym się nie różnią, jedynie chyba kolorem zabarwienia tej wodnistej cieczy. Drugie dania bardzo oszczędne i monotonne – głównie oparte na ziemniakach, mięsie, makaronach. Surówki do obiadu - z buraków czerwonych, kiszonej kapusty, marchwi i ogórki małosolne – tak przez 10 dni. Na kolacje i śniadanie szwedzki stół – tanie wędliny, jajka, ser żółty, pomidory, ogórki, płatki na mleku – podstawowy codzienny zestaw. Do tego kilka razy na gorąco jajecznica lub parówka na gorąco na osobę. Dwa razy na szwedzkim stole rozpieszczono nas schabem i galaretą. Tyle atrakcji. Przez pierwsze dni nie wydano podwieczorku, dopiero na trzeci dzień.
• Program profilaktyczny realizowany w minimalnym stopniu, połowa kadry nie posiadała wykształcenia pedagogicznego jedynie 36 godzinny kurs wychowawców kolonijnych. Zdarzały się sytuacje, że wychowawca nie zajmował się powierzoną grupą i przez kilka godzin dzieci były w pokojach w czasie programowego bloku zajęciowego. W grupie tej byli moi synowie, więc zaczęłam zabierać ich ze swoją grupą, aby nie siedzieli w pokojach i się nie nudzili. Pani, która miała realizować zajęcia twierdziła, że jest zmęczona i musi odpocząć.

14 lipca – 15 lipca 2017 Puck ( Ośrodek Katechetyczny ul. Marynarska 1, 84-100 Puck)

• Po zgłoszeniu się wieczorem do ośrodka, do osoby wyznaczonej w mailu jako kierownika - do Pani Swietłany, (nazwiska nam nie podano) zostałam przydzielona do pilnowania uczestników z panią Żanetą ( nazwiska nie znam), ponieważ nie wszystkie grupy dotarły jeszcze do ośrodka i miałyśmy zorganizować czas uczestnikom. Pani Żaneta w ciągu kilku godzin okazała się niekompetentną osobą, która nie powinna być wychowawcą na kolonii. Była nerwowa, niezorganizowana, do uczestników odnosiła się pogardliwym, podniesionym głosem, stosowała za byle przewinienie kary ( np. w postaci krzesełka pod ścianą, czy stania pod ścianą z podniesionymi rękami - popychała dzieci na ścianę w czasie wykonywania kary, jeśli nie stały odpowiednio prosto. Jak upadały szarpała i ustawiała siłą do właściwej pozycji). Poczułam się jak na obozie karnym. Uczestnicy zamiast się wyciszyć przed snem stawali się przez ta panią coraz bardziej pobudzeni. Trudno było zapanować nad grupą. W czasie gdy poszłam sprawdzić w kartach czy są jakieś zalecenia medyczne, w tym czasie pani Żaneta wyszła „na papierosa” przed budynek a do mnie do pokoju wpadła pani kierownik ze słowami, że „ grupa jest za głośno, a jak nie potrafię poradzić sobie z uczestnikami, to ona dziękuje mi za współpracę” i wyszła. Zostawiłam karty i poszłam zająć się uczestnikami. Po powrocie pani Żanety ona zajęła się połową grupy ja drugą. Chłopcy w pokoju zostali wyciszeni, światło zgaszone, a ja siedziałam i czekałam w pokoju aż zasną. Tymczasem na korytarzu nadal trwała akcja dyscyplinująca pod hasłem „obóz karny” dla pozostałych uczestników. Pani Żaneta, musiała mieć wszystko pod kontrolą. Zachowywała się, jakby mnie na tej kolonii nie było. Gdy było cicho już w pokoju mojej części grupy, wpadała bez powodu, zapalała światła i rozdrażniała chłopców. Swojej części uczestników nie udało jej się uspokoić do czasu aż wróciłam a ona wyszła na kolejnego papierosa. Odniosłam wrażenie, że Pani Żaneta w ogóle nie zna zasad wychowawczych, a jedynym jej środkiem dyscyplinującym jest karanie. Na ośrodku panował chaos, kierownik nie był pomocny wychowawcom. Na drugi dzień rano ( sobota) poprosiłam kierownika o przydział do innej grupy, ponieważ dosyć miałam pracy z panią Żanetą. Zadzwoniłam do biura aby zgłosić zaistniałą sytuację, że jak tak ma to wyglądać to rezygnuję z dalszej współpracy. Oczywiście pani z biura w pierwszych słowach przywitała mnie, że „ona ma dzisiaj dzień wolny i sprawy rodzinne”. Więc powiedziałam, że jak tak, to ja rezygnuję z dalszej współpracy ze względu na stan zdrowia ( jestem po leczeniu z depresji i sytuacje mocno stresogenne są dla mnie nie wskazane). Odpowiedziała, że jak tak, nie ma problemu, mogę zrezygnować, zdrowie najważniejsze, ale już nie miała czasu wysłuchać dlaczego źle się czuję i przez jaką sytuację ta sprawa wynikła. Na ośrodku sytuacja się nie zmieniała, pani Żaneta nadal wulgarnie i agresywnie zwracała się do pozostałych uczestników, na ośrodku i poza nim. Co nikomu z kadry poza mną nie przeszkadzało. Dzieci zaczęły dzwonić do rodziców i skarżyć się na jej zachowanie. Gdy poszliśmy nad wodę, okazało się, że nasze grupy mamy kąpać bez ratownika. Kierownik oznajmiła, że ratownik jest na dwa ośrodki ( Puck i Rzucewo) a tam jest obecnie prawie 300 osób, wiec raczej do nas nie przyjdzie, bo nie będzie miał czasu. I żebyśmy chodziły na plażę ogólnie strzeżoną przez ratowników, bo oni mają obowiązek w razie wypadku udzielić pomocy. Okazało się również, że posiłki, które nam są serwowane, są gotowane w ośrodku Natalia we Władysławowie ( w którym byłam na pierwszym turnusie) i przywożone na nasz ośrodek. Jakość i ilość posiłków jednak nie zmieniła się i jedzenie było wydzielane na każdego uczestnika. Po tych wszystkich spostrzeżeniach, braku reakcji ze strony innych wychowawców na sytuację na ośrodku postanowiłam zrezygnować, ponieważ moje samopoczucie było coraz gorsze. Na ośrodku przebywałam do 21 i zajmowałam się nadal grupą. Jak się okazało wszyscy wychowawcy dostali grupy a Pani Żaneta miała być osobą do pomocy – tak przynajmniej twierdziła, że jest tylko na kilka dni i jedzie na inny ośrodek. Po mojej rezygnacji miała przejąć tymczasowo opiekę nad moją grupą. Popołudniu w czasie zajęć zachodziła do nas i sprawdzała co robimy. Dziewczynki w grupie przygotowały piosenkę i plakat z nazwą grupy, ustaliłyśmy też stroje na wieczorna prezentację. Pani Żaneta starym zwyczajem wpadała do pokoju i krytykowała nasze poczynania. Jakby mnie nie było w pokoju, kazała dziewczynkom przygotować w ogóle inna nazwę i piosenkę twierdząc, że ta jest dziecinna i głupia i one z tym co przygotowały nie wystąpią. Podważała całe popołudnie mój autorytet w oczach dzieci a mnie starała się wpędzić w poczucie winy z powodu rezygnacji z pracy. Dziewczynki były rozdrażnione, zniechęcone, dzwoniły do rodziców, że Pani Żaneta dokucza nie tylko im, ale i krytykuje moje działania pedagogiczne. Jedna z mam była ze mną w kontakcie, ponieważ jej córka ma problemy z jedzeniem i prosiła, żeby dopilnować czy dziecko będzie jadło posiłki. W czasie obiadu pani Żaneta krytykowała moją pomoc grupie i zainteresowanie dziećmi czy wszystkie mają podane jedzenie. Co ostentacyjnie wyrażała przy stole przy dzieciach. Martynkę, która ma problem z jedzeniem zapytałam czy jadła zupę i drugie danie. Dziecko powiedziało, że tylko zupę, więc spokojnie jej powiedziałam, żeby włożyła sobie kotleta i troszkę ziemniaków i surówki i zjadła tyle ile może. W tym momencie Pani Żaneta złapała talerz, postawiła przed dzieckiem z impetem, wrzuciła na niego jedzenie i krzykiem oznajmiła, że ma jeść drugie danie. Dziecko się wystraszyło. A po obiedzie z płaczem zadzwoniło do mamy. Takie zachowania tej pani to norma. Na stołówce wywołała awanturę, że wcześniej jej grupa siedziała na jednym miejscu, a ono teraz jest zajęte i przeganiała grupę wraz z wychowawczynią z tego miejsca. Zamiast zająć inne wolne stoliki. Jej zachowanie było karygodne, wulgarne, agresywne. Odnosiło się wrażenie, że to ona jest kierownikiem i wszystkich dyscyplinuje – uczestników i wychowawców. Dzieci były coraz bardziej wystraszone i płaczliwe. Powiem szczerze, że ja również miałam dosyć towarzystwa tej osoby i miałam ochotę wcześniej wyjść z ośrodka niż planowałam. Po kolacji moje dziewczyny na prezentacji grup przedstawiły to co ustaliłyśmy i co same wymyśliły. A nie to co chciała pani Żaneta. Oczywiście ostentacyjnie zostały skrytykowane przy innych uczestnikach przez panią Żanetę, że wypadły najgorzej na całej kolonii co znowu je rozdrażniło. Powiem szczerze, że z tą panią nie dało się współpracować. Jej zachowania wprowadzały jedynie chaos, negatywnie wpływały na wszystkich w ośrodku. A pani kierownik pojawiała się sporadycznie i w ogóle nie miała świadomości o tym co się dzieje na jej kolonii. Nie kontaktowała się z wychowawcami jakie zajęcia prowadzą, gdzie wychodzą. Wszystko wychowawcy organizowali sami. Kompletny brak organizacji i porządku.
Po 21 pożegnałam się z grupą, poinformowałam kierownika i wyszłam z ośrodka. Dzieci zostały przerażone i wystraszone. W niedzielę gdy wróciłam do domu dzwoniły do mnie w sytuacjach problemowych, informowały o poczynaniach pani Żanety: agresji wobec nich, wyzwiskach typu ” wypad bachory”, ściąganiu rano z łóżka za nogi i biciu po policzkach, porannej gimnastyce w piżamach na dworze itp. Dzieci coraz częściej dzwoniły do rodziców, skarżyły się na zachowanie tej pani, były przerażone i niespokojne. Telefonicznie utrzymywałam kontakt przez całą niedzielę z moją grupą i starałam się wyciszyć i pocieszać dzieci.
W poniedziałek z samego rana zadzwoniłam do GOPS-u w Kodniu i poprosiłam o rozmowę z panią, którą dzieci podały mi do kontaktu, jako ich przedstawiciela wysyłającego ich z gminy na kolonię. Przedstawiłam pani sytuację jaka panuje na kolonii. Pani powiedziała mi, że już miała jakieś telefony od rodziców, że coś złego się dzieje na kolonii ale nie znała szczegółów. Powiedziałam, że wybieram się do biura na rozmowę w „godzinach ich urzędowania” przedstawić sprawę. Z rozmowy wynikło, że mamy podane sprzeczne informacje o osobie, która jest kierownikiem na kolonii. Gmina dostała w mailu informacyjnym o transporcie dane innej osoby, a wychowawcy inne. Pani Katarzyna Panasiuk – Gawryluk powiedziała mi, że zajmie się tą sprawą ze strony gminy i sprawdzi, czy moje informacje potwierdzą uczestnicy i rodzice.
Przed wyjściem dostałam telefon z biura od jednego z pracowników nadzorujących kadrę, czy już się uspokoiłam i czy dobrze się czuję. Wtedy poinformowałam panią, że właśnie się do nich wybieram wyjaśnić całą sytuację. Zapytałam tylko kim jest pani Żaneta i kto ją tam w ogóle zatrudnił, oraz kto jest właściwie kierownikiem na kolonii. Dostałam odpowiedź, że Pani Żaneta została po jednym dniu wyrzucona przez kierownika z Rzucewa i już były wcześniej z nią problemy. A Pani Swietłana to właściwie nie jest kierownikiem kolonii…
Pojechałam do biura z mężem, bo mieliśmy zaplanowany wyjazd na turnus 22-29 lipca do Rzucewa – oboje jako wychowawcy, a po takich informacjach i tym co się dzieje oboje chcieliśmy zrezygnować z dalszej współpracy.
W biurze wszyscy się uśmiechali, prawie nic nie komentowali, a pierwsze słowa jakie padły to były o rozliczeniu wyjazdu i zmianie umowy na dwudniową. Rozliczono się ze mną, od razu zapłacono za wyjazd. Spytano nas czy jedziemy do Rzucewa, wiec odpowiedzieliśmy, że rezygnujemy w związku z zaistniała sytuacją z dalszej współpracy z firmą. Nie było żadnego sprzeciwu.
Co do sytuacji na kolonii jakoś nikt nie był zainteresowany wysłuchać co się dzieje. Więc na koniec skomentowałam, że nie przyszłam tutaj po pieniądze tylko wyjaśnić sprawę i pomóc dzieciom. I że mam nadzieję, że Pani Żaneta zostanie usunięta z kolonii w trybie natychmiastowym, bo taka osoba nie powinna tam w ogóle przebywać.

Koło południa zadzwoniła do mnie pani Katarzyna Panasiuk i poinformowała mnie, że moje informacje potwierdzili rodzice do których udało jej się dodzwonić i że kontaktowała się z „Luturem” i ta osoba ma zostać usunięta . Podziękowała za moją interwencję.
Dostałam po południu informację od mamy uczestniczki, że Pani już została wydalona z kolonii a dzieci znajdują się pod opieką kierownika – pani Swietłany.
Wieczorem dzieci zadzwoniły do mnie, że już są spokojne, wyciszyły się i cieszą się, że już nie ma tej pani „ wiedźmy” i dziękują za pomoc.


Co do ośrodka na który mieliśmy jechać, z mężem w Rzucewie ( Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych, Rzucewo 19, 84 – 100 Puck) wiemy, że firma podaje w folderze, że jest tam 180 miejsc. Obecnie z informacji od wychowawcy, który jest w tej chwili na ośrodku wynika, że przebywa na nim 280 osób. Pokoje są przepełnione. W pokojach czteroosobowych jest po 6 łóżek. Wychowawcy i uczestnicy mają wspólne łazienki – których jest jedynie 6 na prawie 300 osób. Wiemy też, że często na ośrodku w Rzucewie nie ma pełnej obsady kadry i wychowawcy są zmuszeni opiekować się 25 -30 uczestnikami, co jest niezgodne z przepisami. A współpraca z kierownikiem ośrodka panią Zofią Michno jest bardzo trudna – co słyszałam od wychowawców i kierowców, którzy byli na tym ośrodku a miałam z nimi bezpośredni kontakt podczas pierwszego turnusu we Władysławowie. W związku z takimi informacjami nie podjęliśmy się dalszej współpracy z firmą.

Proszę Kuratorium o interwencję na ośrodkach wyżej wymienionych, ponieważ wynika, że jest tam wiele nieprawidłowości: wychowawcy są często bez przygotowania do pracy z dziećmi, brak organizacji pracy, chaos, dzieci pozostawiane bez opieki, jedzenie złej jakości i w małych ilościach, przeładowanie ośrodków, złe warunki bytowe uczestników, złe traktowanie uczestników przez wychowawców i kierownictwo. Biuro Lutur ma również problemy organizacyjne, z przepływem informacji, nie przejmuje się skargami wychowawców i wychowanków. Usuwa niepochlebne komentarze na forach internetowych na temat swojej firmy.

Proszę w imieniu własnym, a także rodziców uczestników kolonii w Pucku i pani z Gminy Kodeń o natychmiastową interwencję na ośrodku w Pucku, gdzie grupa przebywa do 23 lipca 2017 roku.
Jeśli Państwo potrzebujecie podaję kontakt do rodzica uczestnika z Pucka - pani Anna Bagrońska – Tel: 500 – 146 – 608 oraz do pani z Gminy Kodeń – Katarzyna Panasiuk – Gawryluk, Tel: 83/ 375-41-50.
Prosimy o ustalenie, czy na ośrodku kierownikiem jest odpowiednia osoba, bo mamy sprzeczne dane a osoba z biura prywatnie nam powiedziała, że ta pani nie powinna być tam kierownikiem. Sprawdzenie czy będzie na kolonii ratownik, bo dzieci bez niego nie mogą się kąpać. Oraz wyjaśnienia sprawy usuniętej z kolonii pani Żanety , która absolutnie nie powinna nigdy więcej pracować jako wychowawca kolonijny, a biuro mimo wcześniejszych skarg z ośrodków nadal ją zatrudniało. Mamy obawy, że osoba ta, mimo że została usunięta z ośrodka w Pucku, nadal będzie pracować na innych ośrodkach w tej firmie.
Proszę również o sprawdzenie ośrodka w Rzucewie, ponieważ 22 lipca mają tam być zakwaterowani uczestnicy kolonii z Caritasu a wiemy, że do 23 lipca przebywają uczestnicy którzy są obecnie. A ośrodek jest już przeładowany.

Firma Lutur nie budzi zaufania, kolonie profilaktyczne według mnie to tylko chwyt reklamowy mający jej pomóc zachęcić gminy do uczestnictwa w ich turnusach. Usługa firmy jest niskiej jakości, oszczędza się na wszystkim, dlatego wynikają takie sytuacje. Proszę o interwencję Kuratorium aby ukrócić ten proceder, który nie służy dzieciom a może doprowadzić do nieszczęścia.



Wychowawca kolonijny zatroskany o los dzieci "wypoczywających" z LUTUR Lublin





Szybka odppwiedź
toggle
  Użytkownik:
Temat:
Treść:
Kod bezpieczeństwa:
Obrazek CAPTCHA
Wprowadź kod z powyższego obrazka do pola poniżej:
(wielkość liter MA ZNACZENIE !!!)

Wyślij
Następny wątekNastępny wątek
 

Skierniewice

www.foxy.pl